Ustalenie małych celów pomogło temu facetowi przejść od kanapy do maratończyka w ciągu jednego roku

0
1

Chris Peck nie postanowił zostać biegaczem. Po otrzymaniu diagnozy cukrzycy typu 2 latem 2015 r. 45-letni, samozwańczy „kanapowy ziemniak” i „zjadacz przejazdów” po prostu zaczął chodzić podczas swoich 15–20 minutowych przerw w pracy jako kierowca autobusu szkolnego próbując schudnąć. Ale wkrótce konkurencyjna natura Pecka zainspirowała go do przekształcenia tych spacerów w „zawody”, aby przekonać się, o ile więcej gruntu może pokonać w tym samym czasie. Czy uda mu się przejść do następnego rogu? Czy mógłby zbadać jeszcze jeden blok?

Wkrótce 6’2 „Lincoln, mieszkaniec Nebraski, który w szczytowym momencie ważył około 325 funtów, podniósł stawkę, wprowadzając impulsy biegania. I w końcu te tryby uderzyły w naprawdę duży sposób: około rok po tym, jak zaczął ćwiczyć , Peck, dawny kanapowy ziemniak, który jadł ciasta przez cały dzień pracy, zyskał nowy tytuł: maraton.

Przed uruchomieniem poziomy energii Pecka były niskie. Podstawowe zadania – takie jak wiązanie butów, chodzenie do samochodu, wchodzenie po schodach – wymagały więcej wysiłku, niż mu się wydawało. Kiedy zaczął chodzić jesienią 2015 r., Już od kilku miesięcy zmieniał dietę, redukując węglowodany i zrzucając 50 funtów.

Rozmawianie z innymi biegaczami w kościele i obserwowanie innych na szlakach – zarówno tych, którzy biegali dalej i szybciej niż Peck, jak i tych, którzy właśnie chodzili – zainspirował go do dalszego pchania. Rozszerzył swoją rutynę ćwiczeń w połowie pracy, aby obejmować bieganie-cięcie na szlaku w pobliżu jego domu. W miarę jak Peck zwiększał swoją wytrzymałość, zapisywał swoje treningi i wyznaczał sobie cele w zakresie przebiegu, które krok po kroku stały się trudniejsze. Przebieg trzech mil prosto był „całkiem niesamowity”, mówi. A kiedy uderzył w podwójne cyfry? „To było godne statusu na Facebooku”.

Jesienią 2015 r., Kierując się myślami „idź na całość lub idź do domu”, Peck skupił się na półmaratonie Lincoln w maju następnego roku. Nigdy wcześniej nie brał udziału w wyścigu – nawet 5 000 lub 10 000.

Przeczytaj także  Oś czasu wybuchu koronawirusa: aktualności i aktualizacje

„Moje stare ja pomyślałoby, że jestem szalony, a część mojej rodziny była w tym czasie dość niedowierzająca” – mówi Peck. Podczas treningu w chłodne zimowe miesiące Nebraski na wyścig o długości 13,1 mili Peck oficjalnie wykrył „błąd w bieganiu”. Po udanym zakończeniu połowy skupił się na jeszcze większym wyzwaniu: maratonie w Kansas City w październiku 2016 r.

Kiedy Peck przeszedł że do mety minął dokładnie rok, odkąd zaczął ćwiczyć. Pamięta, jak z wyczerpaniem opadł na kolana i mocno uścisnął żonę, Melissę Peck. Osiągnięcie po maratończyku, którego doświadczył Peck, które opisuje jako poczucie spełnienia i niezwyciężoności, trwało cały miesiąc, może dwa.

Chris Peck

Dzisiaj Peck przejechał ponad 3700 mil i przekroczył siedem linii mety maratonu. Mimo to stara się opisać to, co uwielbia w tym sporcie. „Trudno dokładnie wyrazić słowami, ale to te endorfiny” – mówi. „Jest tak wysoko.”

Podczas gdy Peck przygotowuje się do następnego 26,2-kilometrowego wyścigu – maratonu w Kansas City w ten weekend – spada do 210 funtów z powodu leków na cukrzycę i działa z „bardzo wysokim” poziomem energii. Proste zadania, które wcześniej były uciążliwe, teraz wydają się „niczym”.

„Dziesięć lat temu nigdy nie widziałbym siebie jako wielokrotnego maratończyka” – mówi Peck, który nie ma już miejsca na wapno-zielonego medalisty, który zrobił mu jego siostrzeniec, i obecnie bawi się pomysłem biegania na 50 mil (tak , to w zasadzie dwa pełne maratony jeden po drugim) następnej jesieni.

Więc jaką radę dałby ten wybitny sportowiec innym, którzy chcą biegać, ale mogą nie wiedzieć, od czego zacząć? Zacznij od małych i powolnych, mówi. Po prostu wyjdź na zewnątrz. Spacerować. Obejdź blok. Uruchom trochę. Przy takim sposobie myślenia, kto wie, co się stanie?

Przeczytaj także  Pierwszym krokiem tego faceta do walki z lękiem było wejście na siłownię